2017/03/10

Jestem kobietą.



Jesteście prawdziwymi wojowniczkami, czarodziejkami, najlepszymi przyjaciółkami na świecie i matkami, które przez ściśnięte ze wzruszenia gardło śpiewają najpiękniejsze kołysanki do snu. Od świtu do zmierzchu, na pełen etat. 

Pełne wdzięku, nawet z drobnymi zmarszczkami wokół oczu. Z delikatnym uśmiechem, rumieńcami na policzkach, siatami pełnymi zakupów w rękach i z małym brzdącem na ramieniu, czy w klasycznej małej czarnej z burgundową szminką na ustach. 
W kurtce, która pamiętała niejedną zimę i w potarganych przez wiatr włosach. Ze łzami bezsilności ocieranymi za szybko i w ciszy. Z tysiącami przekleństw pod nosem. 



Będąc małą dziewczynką wolałam biegać w lekko przybrudzonych spodniach, znoszonych tenisówkach, kumplować się z chłopakami i każdego dnia udowadniać im, że jestem kobietą Batmanem, bo potrafię przejść przez największy płot w okolicy. Dziś, kiedy jestem niewiele starsza wskakuję w kieckę z dumą, a w kieszeni noszę czerwoną szminkę.

Bądźmy silne. Bądźmy odważne i nie bójmy się krzyczeć głośno o tym, co nas boli, wkurza i doprowadza do szaleństwa. 

Jestem kobietą i mam swoje prawa. Jestem kobietą i chcę decydować o sobie. Jestem kobietą i chcę solidaryzować się z innymi w walce o własne dobro. By nikt nie mógł decydować za mnie.

Odwagi mądre kobietki! 




2017/02/22

Wszystko

Piękne rzeczy się dzieją, kiedy ludzie robią wielkie rzeczy. Ludzie o niebanalnych sercach i pasjach. Pakują plecak i jadą w Bieszczady. Zabierają raki, termos, który często nie daje rady z niską temperaturą i wyruszają w Tatry. Pokornieją, uczą się współpracy i nagle, zupełnie niespodziewanie odkrywają, że są silniejsi. 

Przeklinając pod nosem, ocierając pot i próbując ujarzmić kłopotliwe kosmyki, które wydostawały się spod czapki, szłam wciąż do przodu. Słońce połaskotało delikatnie rozgrzane do czerwoności policzki i na krótką chwilę pojawiły się piegi. Kiedy zdobyłam swój pierwszy w życiu dwutysięcznik zimą, po policzku spłynęła mi jedna, samotna łza szczęścia. Cholernie satysfakcjonujące uczucie. Jestem w dobrym miejscu. Wciąż ta sama, ale jakby silniejsza. 

Górscy przyjaciele! Dziękuję za wszystko. 

,,Wróciłem do was, znów na was patrzę, czar piękna waszego wchłaniam całą treścią swej duszy, z miłością dotykam chropawego granitu waszych turni krzesanych, powietrzem się waszym upijam... Skarby wasze przyjmuję... Za tyle smutku, za tyle udręki... Tatry wy Boże, niczyje...'' 
Mariusz Zaruski 















2016/10/28

Co ta jesień!



Słucham Etty James, czytam jakieś mniej poważne artykuły, w dużo za-dużym swetrze pamiętającym niejeden paskudny, jesienny wieczór i z potrzeby ulepienia kilku zdań weszłam tutaj.

A będę pisać o jesieni. O tej porze roku, kiedy wszyscy coraz częściej czujemy się jak pokrzywdzony przez los Werter i sięgamy na półce po bardziej wysublimowane smaki herbat. Malinowa nie pomaga już na pewnego rodzaju smutki, a najlepiej byłoby pomylić sok malinowy z wiśniówką domowej roboty. Bridget Jones koniecznie przy dobrym trunku, lub rzewna komedia, po której wcale nie odnajdujemy złotego środka na poradzenie sobie z własnymi problemami.

Jesienią wieczory robią się niewyobrażalnie długie, a nasz smutek i tęsknota zdaje się nie mieć końca.
Bez wyraźnej przyczyny przestajemy się uśmiechać, lub zapominamy, że nie jesteśmy zwolnieni z wpajanych nam od lat zasad życzliwości i empatii. Jesienią tak już jest, ze mamy prawo być smutni, nieszczęśliwi, markotni, ospali z ogromną potrzebą przebicia się przez zakorkowane miasto w błyskawicznym tempie, by wczołgać się pod koc i przed krótką drzemką wysapać: ‘’nie umiem w życie’’. Ani w przeziębienie, katar trwający tygodnie, kałuże po kostki, rytualne poranki, gdy deszcz dobija się przez szczelnie zamknięte okno.

Ale jesień to też (a przede wszystkim) ogromna potrzeba bliskości. Krótki błysk, by uspokoić szaleńczy oddech, cisza i nieme słowa. Czasami one potrafią wystarczyć. Czasami to zupełnie niewymuszony uśmiech do osoby na drugim końcu tramwaju i skradziony pocałunek na peronie, gdy wydaje nam się, że jeszcze chwila i do cholery, zamarzniemy. Nie musi być melancholią trwającą do widoku pierwszych przebiśniegów, może być czasem całkiem dobrych zmian.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka